Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezerter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezerter. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lipca 2011

DEZERTER Oto ja, jeszcze żywy człowiek

Kolejny archiwalny materiał Dezertera, tym razem z Miejskiego Domu Kultury "Łowicka", Warszawa - 25.04.1985. Podesłał Peter S. Do poczytania stary artykuł z 84 roku autorstwa Marka Wiernika zamieszczony w gazecie Scena. Ciekawie brzmią tytuły takich utworów jak Sextrakcja, Chaos, Biały dom czy Śmiercionośny deszcz.... W artykule oprócz Dezertera również wzmianka o grupie Kontrola W. Skan od Zwanziga. Dzięki.


*****



*****

DEZERTER - MDK Łowicka 1985
muza





niedziela, 16 stycznia 2011

DEZERTER Niepotrzebni są wam idole

Diabeł stworzył armię a bóg dezertera. Lub - jak w przypadku tych naszych dwóch kapel - zupełnie odwrotnie. Nazbierało się trochę materiałów od dobrych ludzi, które dzisiaj zaprezentujemy m.in. przesłuchanie zespołu jeszcze pod nazwą SS-20 w Jarocinie roku 1982. Z jakością jest różnie, z opisami też... Do przeczytania również "słynny" wywiad z Dezerterem zamieszczony w lutym 84 w Non Stopie. Można dodać, że było "rewolucyjne" wydanie miesięcznika w większości numeru poświęcone muzyce punk i nowa fala. Również wywiad ze Skandalem zamieszczony w 1988 roku w lutowym numerze Non Stopu.


Do odsłuchania studyjna wersja utworu TV SHOW, który był wykorzystany w filmie To tylko rock. Podobno oryginalna taśma zaginęła...



I do obejrzenia fragment występu Dezertera na Róbrege 87.



Wywiad ze Skandalem, "Non Stop", Luty '88
Pamiętacie Skandala, charyzmatycznego wokalistę grupy Dezerter? A czy wiecie w jaki sposób znalazł się w tym zespole? Nie? To posłuchajcie jego wspomnień.
- Chodziłem... do szkoły na ulicy Zajączka. Wyglądałem inaczej. Kiedyś podeszli do mnie chłopcy, którzy założyli wcześniej SS-20 i spytali, czy nie chciałbym z nimi śpiewać...
- Przed rokiem Skandal pożegnał się z Dezerterem, choć kapela prosperowała całkiem dobrze. Co było powodem tej decyzji?
- Najważniejszym - brak satysfakcji z tego co robiłem. Do pewnego czasu było to bardzo w porządku. Ale później zacząłem dostrzegać, jak silne jest oddziaływanie na ludzi - poprzez zachowanie, słowa itd. Kiedy mówię o sprawach, które wydają się być ciemną stroną życia, to jednocześnie mocno je kreuję. Jeżeli przekonuję kogoś, że wszystko jest takie, a nie inne, a ten ktoś mi wierzy, to bardzo istotne jest to o czym mówię.
- Ale zdaje się, że scenicznych wizji życia jasnego i pogodnego nigdy w naszej muzyce nie brakowało. I dobrze się dzieje, że inną stronę życia widziały kapele punkowe.
- Dlatego wcale nie neguję sensu dalszego istnienia Dezertera. Muzyka punkowa i ostre teksty, dotyczące codziennych spraw, pozostają nadal aktualne i niosą ze sobą pewną moc. Dają jednak mało pozytywnej inspiracji. Są tylko potwierdzeniem tego, co ludzie i tak widzą.
- To również Twoja wina, że niekonstruktywne przekazy stały się tak popularne. W pewnym momencie zaczęły funkcjonować nawet na zasadzie mody.
- Nie sądzę. Robiłem to, co miałem do zrobienia. Kiedy zacząłem czuć inaczej, przestałem w ten sposób działać.
- Na jak długo?
- Nie wiem. Chciałbym robić coś, co przynosi jakąś korzyść, co pomaga innym. Być może będzie to robota na scenie. Mam przyjaciół, z którymi przymierzamy się do założenia porządnego składu, ale dochodzą jeszcze warunki zewnętrznego typu - instrumenty, sprzęt nagłaśniający, miejsce na próby... Ostatnio gram w domu - na gitarze basowej, na pożyczonym kontrabasie... Nie jestem przywiązany do bycia kimś na scenie. Nigdy nie liczyłem na to, że będę żył z grania. Nie jestem więc ani smutny, ani zazdrosny z tego powodu, że inni to robią. Jeśli założę zespół, to raczej nie będziemy grać wielu koncertów.
- Nie obawiasz się, że jeśli coraz więcej osób będzie myślało w podobny Tobie sposób, to wkrótce zabraknie takich, co krzyczą?
- Wydaje mi się, że to kwestia wyczucia. Krzyk jest mocną formą wyrazu, ale nie najlepszym sposobem porozumiewania się między ludźmi. Oczywiście nie twierdzę przez to, że wartościowe jest śpiewanie tylko o panienkach i piwie. Silniejsze kapele punkowe niosły ze sobą jakąś ideę, jakieś sposoby myślenia i zachowania. I na pewnym poziomie ma to jeszcze moc - wykrzyknięcie komuś, że siedzi tyłkiem przed telewizorem cały dzień, albo martwi się wyłącznie o pieniądze. Wszystko ma jednak swoją przyczynę. Również to, że ktoś siedzi przed telewizorem i to że ktoś ma problem w związku z tym.
- Posunąłeś się do przodu, a ludzie, którzy dalej grają punka, zatrzymali się w miejscu?
- Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek stało w miejscu. Myślę tylko, że nie ma teraz dobrego klimatu na takie śpiewanie.
- Czy nazywałeś się kiedykolwiek punkiem?
- Raczej nie. To jest tylko forma, której można używać, choćby po to, żeby było wiadomo o czym się mówi. Nie czuję się z tym specjalnie związany, ale jeśli ktoś mnie tak nazywa, to nie mam z tym problemu.
- Teraz spokojny i opanowany, wyciszony, niczym nie przypominasz buchającego agresją Skandala - punka, szalejącego niegdyś na krajowych scenach...
- Kiedyś wydawało mi się, że to dobry sposób na zmianę rzeczywistości - poprzez to, co się robi, co się mówi. Sposób, który wykracza poza bariery pewnej sztuczności, typu: grzeczne zachowanie, uczesanie... Byłem bezpośrednio zaangażowany w to, co robiłem i możliwe, że nie wyglądało to subtelnie, ani delikatnie.
Skandal zdezerterował? Rozmawiał Miras Soliwoda.




*****

SS-20 - Przesluchania w Jarocinie 82
rapidshare

Dezerter - Tv show
divshare

Dezerter - Koncert 83
rapidshare

Dezerter - Jarocin 84
rapidshare



czwartek, 16 grudnia 2010

DEZERTER Wojtek walczy o pokój aż sie leje krew

Kolejny zdobyczny koncert Dezertera, tym razem z Katowic z 1988 roku. Kto zna płytę "Jak powstrzymałem trzecią wojnę..." teraz już wie skąd się wzięło intro do numeru Poroniona generacja. Wrzuta Żarówa - dzięki.


Ostatnio również ukazała sie książka Krzysztofa Grabowskiego "Poroniona generacja?".
"Niezwykła historia – niezwykłego zespołu, wpleciona i ukazana na tle historii Polski w latach 1981 – 2010, opowiadająca o początkach ruchu punk w Polsce, o buncie przeciwko systemowi, najpierw komunistycznemu a później kapitalistycznemu, o trudach tworzenia w stanie wojennym, o problemach z policją i cenzurą, o zakazie występów publicznych, o nonkonformiźmie i sprzeciwie wobec wszelkich dyskryminacji, o anarchii jako stanie umysłu. Barwna opowieść o ludziach, którzy tworzyli poza normalnym, komercyjnym obiegiem, o początkach i rozwoju polskiej sceny niezależnej. A wszystko to opisane przez Krzysztofa Grabowskiego – współzałożyciela i perkusistę Dezertera oraz autora tekstów zespołu, który sam pisze: „Nie jest to książka sensacyjna. Nie jest to dramat obyczajowy. Nie jest to książka historyczna, mimo, że staram się choć troszkę przybliżyć najnowszą historię Polski, tak jak ją widzę z mojej perspektywy. Ta książka nie jest również biografią zespołu, ani tym bardziej moją. Owszem, staram się nie lać wody, ale nie mam zadatków na prawdziwego biografa. Nie jest to też plotkarski pamiętnik, w którym można trafić na opisy seksualnych wyczynów rodzimych rockandrollowców. To nie moja działka. Niech zajmą się tym pismacy z brukowców...” Książka Krzysztofa Grabowskiego pt. „Dezerter – Poroniona Generacja?” jest bogato ilustrowana fotografiami i archiwalnymi materiałami zespołu. Całość grafiki wymyślona i wykonana przez autora nawiązuje do estetyki fanzinowej." Kto już ma?



*****

Dezerter - Koncert Katowice 1988
rapidshare





czwartek, 25 marca 2010

DEZERTER Kto wyznacza mody, kto wami steruje..

Dezerter - część trzecia
Poniżej skan z 20 numeru Maximum Rock'n'roll grudzień 84

DEZERTER Jarocin 1987.
_ CHCIELIBYŚMY POWITAĆ WAS PO TAK DŁUGIEJ PRZERWIE, KTÓRA ZAPEWNE WSZYSTKIM CIĄŻYŁA, A NAJBARDZIEJ NAM NA SERCU.ŻEBY TYLKO NIE SPADŁ DESZCZ.
- AAA ! JESTEŚCIE WSPANIALI ! ROCKOWO JEST, ROCKOWO - JAK W KAŻDYM JAROCINIE, DOBRZE JEST, CHA,CHA !
- A CZY WY MOGLIBYŚCIE COŚ POWIEDZIEĆ?
- OTO PRAWDZIWY OBRAZ POLSKIEJ SCENY ROCKOWEJ, TAK TO MOI MILI WYGLĄDA.SPÓJRZCIE TO JEST WŁAŚNIE SCENA ROCKOWA, TAKIE MIEJSCE GDZIE ZBIERA SIĘ TYLE TYSIĘCY LUDZI... I STOJĄ, I MY TEŻ STOIMY.STÓJMY ! ! ! STÓJMY DALEJ ! ! ! STANIE KIERUJE NAS DO NIEBA, TAM WYSOKO...TERAZ CZAS NA PIOSENKĘ O POKOJU, STARY TEMAT TEKSTÓW ROCKOWYCH, BEZPIECZNY I DOBRY.POSŁUCHAJMY GO W NOWYM UJĘCIU.
- TEMPO TEGO KONCERTU MUSI BYĆ SPOKOJNE BY NIE PODBURZYĆ TŁUMU.MUSICIE O TYM PAMIĘTAĆ ! ! !


Nagrania by Peter S & Zwanzig

*****

Dezerter - Róbrege 88
rapidshare

Dezerter - Rock w Opolu 1986
rapidshare

Dezerter - Ostrów Wielkopolski 1985
rapidshare

Dezerter - Live Jelenia Góra 1987
rapidshare



wtorek, 23 marca 2010

DEZERTER Propozycja jest ponętna, na ile się wyceniasz..?

Wywiad z Dezerterem z BRUMU - nr 4 , 1994 r.

My : W początkach lat 80 - tych wylała się cała fala zespołów punkowych : TZN XENNA, DEUTER, DEZERTER, ABADDON, REJESTRACJA i inne. Po latach został tylko DEZERTER. Dlaczego Waszym zdaniem tak się stało?

KRZYSZTOF GRABOWSKI : Możemy mówić tylko we własnym imieniu.Aby ocenić całe zjawisko trzeba by porozmawiać z każdą z tych rozwiązanych kapel. Na pewno znaczenie tu miały problemy materialne, problemy związane z wojskiem, narkotykami, niemożność nagrywania - kiedy zespoły nie mogą się usłyszeć rozpadają się. Pojawiły się pytania: Czy jest sens robić to dalej... A to były zespoły niepokorne, które nie chciały o nic prosić...
ROBERT MATERA : Jeśli chodzi o nas, to myślę, że pozostaliśmy, bo byliśmy uparciuchy.
K.G. : Byliśmy zdeterminowani, wydawało nam się, że ten zespół naprawdę jest dla nas najważniejszy.Od pewnego momentu, wszystko co robiliśmy w życiu, było podporządkowane temu żeby zespół był i działał.

My : Zaczynaliście jako zespół zbuntowany, kontrowersyjny. Czy było w tym więcej szczeniackiej fanfaronady, czy od początku mieliście pewną wizję działalności, wiedzieliście dokładnie, co chcecie osiągnąć i jakimi środkami się posługiwać.

K.G : Sądzę, że odpowiedź leży pośrodku. Kiedy ma się te naście lat człowieka rozpiera energia.
R.M : Dojrzewaliśmy w osobliwych czasach... Nagle pojawia się stan wojenny, zwiększa się ciśnienie, ogarnia cię wkurwienie. Tym bardziej chcesz się wyładować.
K.G : Wszystko co się działo, wokół wzbudzało w nas pewien rodzaj agresji. Reagowaliśmy generując dźwięki i słowa. I mieliśmy nadzieje że ktoś nas usłyszy i może coś się zmieni.

My : Na ile istotny był wtedy dla Was tzw. element polityczny?

K.G : Znacząca była negacja polityki w ogóle.Czyli : każda polityka jest do dupy i trzeba o tym głośno powiedzieć. Pamiętam że w pierwszej wersji tekstu "Poroniona generacja" był fragment : "nie ma nadziei nie ma przyszłości ani w partii ani w Solidarności".Potem przestaliśmy to śpiewać, bo już nie było "Solidarności". Ludzie z "Solidarności mieli własne sprawy do załatwienia - zmienić system. My mówiliśmy "Po co jest system?rozpierdolmy go!". Wszyscy znaczący politycy nie mieli pojęcia o młodzieży, o ruchach awangardowych. Takie kujony, klapki na oczach i tylko te manifesty polityczne. Zero czadu.


My : We wkładce Waszej ostatniej kasety pojawia się notka, że powstaliście z zamiarem tworzenia kultury alternatywnej. Czy zgodzicie się że ograniczył się on do wstępnego etapu, tzn. negacji?

K.G : Ja się nie zgadzam, doprowadziliśmy do wydania własnym sumptem dwóch kaset Dezertera i czterech numerów własnej gazety. Była to realizacja pewnej wizji, która nam przyświecała - stworzenie niezależnej sieci wydawniczej, niezależnej od monopolu, państwa i cenzury.
R.M : Trzeba zacząć od tego: Był rok 1981.W Polsce istniały dwie wytwórnie fonograficzne, z których jedna przy okazji produkowała dynamit, a druga była kierowana przez sekretarza d/s młodzieży KC PZPR. Było kilka studiów nagraniowych - oczywiście wszystkie państwowe. Cykl wydawniczy wynosił rok, pod warunkiem, że wcześniej piosenki przeszły przez cenzurę, która nakazywała zmieniać teksty.No i pieniądze. Na gitarę zarabiało się przez parę lat.

My : Jak w tych warunkach wyglądały Wasze pierwsze koncerty?

K.G : Początek był trudny. Pierwsze koncerty trwały po prostu 10-15 minut. W listopadzie 81 r. na Łowickiej w Warszawie zadebiutowaliśmy przed publicznością. Mogliśmy zagrać trzy piosenki, ale ponieważ nasze numery były krótkie, postanowiliśmy grać dopóki nas nie wyrzucą. Udało się zagrać sześć.
R.M : A w ogóle grało się wtedy kilka koncertów rocznie. Zespół egzystował raczej na zasadzie prób i spotkań ze znajomymi.

My : Tamte występy odbywały się jeszcze pod nazwą SS20. Dlaczego doszło do jej zmiany?

K.G : W stanie wojennym nikt w Polsce nie odważyłby się zrobić plakatu z tą nazwą. Już podczas naszego pierwszego pierwszego Jarocina w 1982 mieliśmy przeboje z milicją. To paranoja, nieprzekładalna na dzisiejszy język. Oni doszli do wniosku że SS20 oznacza SS-mani XX wieku. Pomyśleliśmy "wiadomo, milicjant głupi nie wie, co to jest SS20", ale po Polsce rozeszła się plotka, że zespół o tej nazwie ma "zakaz" grania.A my byliśmy pełni energii i w ogóle na niezłej fali po udanym koncercie w Jarocinie. Chcieliśmy grać, zmieniliśmy nazwę i działaliśmy dalej. Ludzie i numery pozostały te same

My : Ale Waszego singla wydała państwowa firma...

K.G : Udało się to dzięki Markowi Proniewiczowi, ówczesnemu szefowi Tonpressu i Markowi Wiernikowi. Wiernik był w ogóle pierwszym facetem, który o nas napisał i odważył się użyć nazwy SS20 w gazecie. Aby mogło dojść do naszej sesji potrzebny był pretekst. Była to nagroda jakiegoś tam turnieju młodych talentów. Razem z nami załapali się jeszcze Klaus Mitffoch i Śmierć Kliniczna. Nie dać obiecanej nagrody - obciach. No i tak singiel trafił do sklepów, mimo tego, że niejaki pan Butrym - sekretarz d/s młodzieży przy KC, czy ktoś taki, stawał na głowie żeby do tego nie doszło.


My : Czy nie mieliście obaw, że to wydawnictwo może zostać odebrane jako rodzaj kolaboracji?

R.M : Myślę, że nasza intencja była jasna od początku - trzeba się dorwać i wygarnąć, wykonajmy jakąś prowokację. Ludzie przychodzili do nas potem i mówili "ale zrobiliście w chuja tych komuchów!"

My : A jednak część nakładu została wstrzymana...

R.M : Z dwunastu przygotowanych przez nas piosenek przez cenzurę przeszło cztery. Nie dostrzeżono ironii zawartej w tych tekstach, wzięto je poważnie. Dopiero potem ktoś się zorientował, że to nie są hymny pochwalne a robienie w głąba...
K.G : Pani cenzorka (istniała wówczas taka oficjalna instytucja państwowa, która wykreślała słowa piosenek, albo dyskwalifikowała całe utwory) zgodziła się na te cztery utwory, ale pod warunkiem, że wysłucha interpretacji tekstów. Oczywiście nikt nie poszedł do niej z taśmami. Skończyło się na tym, że część nakładu naszego singla została przerobiona na grzebienie.

My : Czy to właśnie kłopoty związane z singlem sprawiły, że zrealizowaliście pomysł samodzielnego wydawania kaset pod szyldem "Tank Records"?

R.M :Kaset wyszło tyle, ile ,mogliśmy przegrać na dwukasetowym magnetofonie, kupionym za pieniądze z singla. Magnetofon pracował aż do kompletnego zużycia i na tym działalność "Tank Records" zakończyła się. Na następny nie było forsy.
K.G : Wydaliśmy cztery tytuły, z czego dwa to składanki, nagrane w śladowych ilościach. Dwie główne pozycje "Jeszcze żywy człowiek" i "Izolacja" wyszły w nakładach po około 1000 sztuk każda, no może trochę mniej.

My : "Jeszcze żywy człowiek" to zapis koncertu z Jarocina 1984. To wydarzenie pamiętne dla Was również z innych względów...

K.G : To było na początku sierpnia - niemożebny upał, na stadionie unosiły się tumany kurzu. Poprosiliśmy organizatorów aby polać ziemię wodą, zrobi się chłodniej, zniknie kurz. W pobliżu stały wozy strażackie, gdyż strażacy byli m.in. ochroną koncertu (chodzili z siekierami u pasa, co było niezłym odjazdem). Odpowiedziano nam "nie gadajcie tylko grajcie". Postanowiliśmy więc kontynuować dyskusję publicznie, z pomocą mikrofonów. Zaczęła się słowna przepychanka. Oni : "to niemożliwe, kabel idzie pod ziemią, 3 tys. voltów, wszystkich pozabija". My : "A jak spadnie deszcz?" Ludzie wyczuli że organizatorzy nas olewają. Odwrócili się w stronę konsolety i zaczęli krzyczeć : "Komuna! Komuna!"
R.M. : Kiedy 10 tys. osób krzyczy na ciebie "Komuna" nogi się uginają. Przybiegł Chełstowski, który nie znał początku awantury i zaczął wydawać rozkazy : "grać, albo schodzić ze sceny". Odłączyli nam mikrofony chcąc zakończyć dyskusję. Wtedy ludzie wzięli to, co było pod ręką - piach, grudy ziemi i zaczęli rzucać tym w konsoletę.
K.G. : Usłyszałem wtedy w odsłuchach tekst w rodzaju : "albo gracie, albo 2 tys. ZOMO-wców, czekających w pobliskim lasku rozwiąże to zgromadzenie". Poczułem się kiepsko i nie było wyjścia. Trudno było narażać publiczność. Ale koncert był zajebisty. W powietrzu nagromadziło się tyle adrenaliny. Czad niesamowity.

My : Do wywołanych przez Was "skandali" należy też słynna historia z "Trybuną Ludu..."

R.M. : Był taki koncert w Remoncie - nie pamiętam w 1983 albo 1984 roku. Chcieliśmy aby był inny niż wszystkie poprzednie. Była przygotowana specjalna scenografia z gazet, które zresztą w ciągu paru chwil grania zmieniły się w strzępy.
K.G. : Mamy taki numer "Nowe wiadomości", podczas jego wykonywania rzucaliśmy do publiczności sterty gazet, a oni wyczuwając nasze intencje szatkowali je na kawałeczki. W końcu tych kawałeczków było po kolana, jak śniegu, który padał dwa dni bez przerwy.
R.M. : A to wszystko zbiegło się z jakimiś kolejnymi wyborami w Polsce, w związku z czym, sprawa koncertu została poruszona przez jednego z zagranicznych dziennikarzy na konferencji prasowej rzecznika rządu Jerzego Urbana.
K.G. : "Czy to prawda że zespół Dezerter ostentacyjnie darł "Trybunę Ludu" i namawiał ludzi do bojkotu wyborów?" ...Nawiasem mówiąc trochę prawdy w tym było.
R.M. : I tak zaczęła się nasza kariera polityczna.
K.G. : Bardzo "inteligentny" dziennikarz wrobił nas w niezłe gówno. Nieźle potem musieliśmy się tłumaczyć. Dostaliśmy wezwanie z Ministerstwa Kultury i Sztuki, co było z ich strony i tak eleganckie - mogło przecież pochodzić od innych organów. Nasz ówczesny manager Majonez wystosował bardzo sprytne i perfidne pisemko, które potem, jako odpowiedź dla dziennikarza wyrecytował pan Urban, jakby mówił własnymi słowami.

My : A jak doszło do tego że w Stanach Zjednoczonych ukazała się Wasza płyta?

R.M. : Przede wszystkim dlatego, że nie można było tego zrobić w Polsce. Po prostu dziwnym zbiegiem okoliczności zawitał do Warszawy na koncert kanadyjski zespół D.O.A. Spotkaliśmy się z wokalistą Joey'em Shithead'em. Tu, w Hybrydach, przy tym stoliku gdzie teraz siedzimy (śmiech). Słyszał o Dezerterze, bo dobre recenzje naszego singla docierały do ludzi, którzy szerzej interesowali się punk-rockiem także w Ameryce. Zmartwił się, widząc jak wyglądają tu warunki. Szczęka mu opadła kiedy zobaczył nasz sprzęt. Obiecał wydać naszą płytę w Stanach, jeśli tylko dostarczymy mu materiał. A że nie było możliwości wynajęcia studia, daliśmy mu nagrania, które już były - wszystkie zapisy koncertów, którymi dysponowaliśmy, materiał z singla i nagrania z radiowego studia Programu Pierwszego (udało nam się zrobić kiedyś taką nielegalną sesję). Joey zabrał to wszystko do Kanady, zmontował materiał w Stanach i zainteresował nim firmę "Max R'N'R". Płyta ukazała się w 1987 roku pod tytułem "Underground Out of Poland".


My : Jaki oddźwięk płyta wywołała za Oceanem?

R.M. : Przy tak słabej jakości nagrań trudno było oczekiwać rewelacji. Była raczej ciekawostką na zasadzie : punk z polski, nagrany w sercu komuny.
K.G. : Oddźwięk tej płyty był ważny z innych względów. Zaowocował naszymi zagranicznymi kontraktami, koncertami. Zaczęliśmy dostawać wiele listów, nawiązywać znajomości.

My : Czy później były jeszcze jakieś propozycje fonograficzne z zagranicy?

K.G. : "Wszyscy przeciwko wszystkim" i "Blasfemia" ukazały się we Francji.

My : Na swój pierwszy krajowy album czekaliście 7 lat. Ukazał się w wersji "ozdobionej" słynnymi cenzorskimi pikaniami...

K.G. : Dla młodych ludzi dzisiaj cenzura jest sprawą mało zrozumiałą. Niby wszyscy o niej wiedzieli, ale do większości młodzieży to nie docierało. Oni się tym nie interesowali. Były piosenki w radio, koncerty, Jarocin...
R.M. : Nie wiedzieli, że w Jarocinie był pan, który prosił o maszynopisy wszystkich tekstów i siedząc na ławeczce sprawdzał jakie piosenki były śpiewane.
K.G. : Z propozycją wydania płyty zwróciła się do nas taka dziwna firma "Klub Płytowy Razem". Ich płyty można było kupić tylko dzięki jakiejś tam legitymacji klubu. Złożyliśmy cenzurze 40 piosenek. 25 odrzucono. Mówimy wtedy "no to nagrywamy te 15 pozostałych". Oni na to "dobrze ale to i tamto słowo zmienimy". My : "Zróbmy na nich piki". No i tak stanęło.

My : Przypominacie sobie jakie słowa zastąpiono pikowaniem?

R.M. : Były ostre zwroty typu "spierdalajcie". Reszta kojarzyła się politycznie. Teraz wydaje się to śmieszne. Np. : "Afganistan" - wyjaśnijmy młodzieży, że to kraj, w którym ZSRR rozpętał wojnę - proponowano nam zmienić na "Falklandy". Następnie "Wojciech" czyli imię naszego słynnego JARUZELA. W zdaniu "Dzikie kontrole patrolują ulice", patrole mogły być ciche, a co najwyżej "dziwne" (śmiech, i to duży), czyli wiele w sumie zależało od inwencji cenzorów. Rozpisaliśmy nawet konkurs - jakie słowa zostały wykreślone.

My : Kolejna, druga płyta ukazała się w równie dziwnym, biorąc pod uwagę Waszą muzykę, Wydawnictwie "Polljazz".

R.M. : Oni jedni nas chcieli.
K.G. : Firma była na skraju bankructwa i dzięki naszej płycie mogła przetrwać trudny okres. Piosenki też były cenzurowane, ale te które zostały, były zaakceptowane w całości, bez skreśleń, co nawet nas zdziwiło.
R.M. : Odwilż była już blisko.
K.G. : Szkoda tylko, że studio było beznadziejne i płyta jest źle nagrana. Brzmi jakby pochodziła z Mongolii. Chociaż numery są w porządku, nie lubimy jej.

My : Następny album "Wszyscy przeciwko wszystkim" brzmi już znacznie lepiej. Co się zmieniło w pracy nad nim?
K.G. : To był pierwszy materiał, który zrobiliśmy sami, tj. za własne pieniądze. Mieliśmy pełną kontrolę nad nagraniem, a potem sami szukaliśmy wydawcy. Z tej płyty jesteśmy zadowoleni. Uważam, że to dej pory brzmi świeżo.


My : Zmieniliście też trochę swoją muzyczną stylistykę...

K.G : Minęło już parę lat...

My : Czy można powiedzieć, że kanon punkowy przestał Wam z czasem wystarczać?

R.M. : Nie wiemy czy zaczęliśmy odbiegać od kanonu. Jeśli za kanon przyjmiemy sztywny stereotyp : trzy rodzaje rytmów, dwa sposoby gry na gitarze, to może tak. Ale jeśli rozumiemy przez to rodzaj ekspresji, to z pewnością nie.

My : A jednak po "Blasfemii", kolejnej płycie Dezertera, zaczęliście mówić, że to już nawet nie hard-core, a cross-over. Wielu ludzi słuchających Waszej muzyki, oddanych przy tym surowemu punkowi przestało nadążać za tempem Waszych zmian.

R.M. : Zauważyliśmy, że za szybko się rozwijamy i wyprzedzamy epokę o jakieś 2-3 lata.
K.G. : Dochodzi czasem do głupich sytuacji. Niektórzy zarzucają nam komercjalizację muzyki, ale to przeważnie ci, którzy za nami nie nadążają. Czyli gdybyśmy poszli na komercję z naszego punktu widzenia - grając tak, żeby słuchało nas więcej ludzi, to oni uznaliby, że wszystko jest w porządku.

My : A nowy materiał? Jaki on będzie muzycznie?

R.M. : Ja to nazywam powrotem do korzeni, z tym, że do własnych. Pewne rzeczy, które bąknęliśmy sobie pod nosem na poprzednich płytach, chcemy teraz powiedzieć wyraźnie i mocno. "Mieszania" będzie dużo, ale będzie to co innego niż ogólnie panujące tendencje. Jak by znowu pod prąd...
K.G. : Tendencja jest po prostu taka, żeby udawać Amerykanów. My ich nie będziemy udawać na pewno.
R.M. : Co nie znaczy, że teraz będziemy udawać Ruskich.

My : Jak narazie Waszym ostatnim wydawnictwem jest kaseta "Jak powstrzymałem trzecią Wojnę Światową". Czemu taki tytuł?

R.M. : Jak zwykle z przekory.

My : Dlaczego zdecydowaliście się wydać taki archiwalny materiał składankowy?

K.G. : Pomysł wziął się stad, że dostawaliśmy bardzo dużo listów, żeby to przegrać komuś stare numery, to taśmę pożyczyć itp.
R.M. : Spotkaliśmy też ludzi, którzy mieli już "szóstą" kopię jakiejś starej piosenki, tak że zostawał na niej już głównie szum i pytali nas : "co śpiewacie w tej zwrotce?"
K.G. : Ale dość długo musiałem przekonywać Roberta do tego pomysłu.
R.M. : Nie wiedziałem, czy coś takiego w większej ilości spodoba się... Dopiero po zmontowaniu tych piosenek okazało się, że pomimo archiwalnej jakości niektórych nagrań jest w tym jakaś energia, która pobudza i sprawia, że serce rośnie.

My : A dlaczego w takim razie na okładce kasety znalazło się takie "kółeczko" z napisem "cztery nagrania z udziałem Kasi Nosowskiej"?

R.M. : Jak łatwo się domyślić była to sugestia wydawcy o kółeczko była walka i w końcu udało nam się wynegocjować by w kolejnym nakładzie naklejono je już tylko na folię.

My : W nowych wersjach starych piosenek znalazły się pewne zmiany tekstowe...

R.M. : To zmiany które idą z czasem. Pewne rzeczy inaczej się teraz nazywają, ale głupota ludzka zostaje taka sama.
K.G. : Popełniliśmy jeden błąd, ostatnia linijka "Ku przyszłości" powinna brzmieć "towarzyszu były, kapitalisto miły", i wszystko byłoby jasne.

My : Składanka była okazją do przypomnienia muzyków którzy grali w zespole kiedyś. Z czego wynikały zmiany personalne w Dezerterze?

R.M. : Brały się zawsze ze spraw życiowych i tzw. mentalnych. STEPA poszedł do wojska a 2 lata nieobecności basisty to trochę za długo dla normalnego funkcjonowania zespołu.
Jeśli chodzi o SKANDALA to zespół przestał go interesować, jakby stracił wiarę, że zdołamy coś zrobić, a może po prostu przestało mu się chcieć. Przestał przychodzić na próby, poświęcać zespołowi czas i energię. Z kolei Paweł też zaczął oscylować w inną stronę i muzycznie, i w stosunkach z nami. Poza tym, od czasu kiedy zaczął grać w Armii kolidowało to z funkcjonowaniem naszego zespołu. Ogólnie przez lata nie było przecież tych zmian aż tak wiele. To, z kim gramy, jest dla nas bardzo ważne i zwykle musi minąć długi okres adaptacyjny zanim naprawdę z kimś się dogadamy.

My : Zawsze byliście zespołem "zaangażowanym", walczącym. Teraz wiele rzeczy zmieniło się. Czy zmienia to Wasze nastawienie?

K.G. : Jeden system upadł, ale teraz podobno budują nowy. Tak właśnie dosłownie się wyrażają. Znowu jest z czym walczyć (chłe chłe).

My : A czy zmieniliście w jakiś sposób środki walki?

K.G. : Cały czas staramy się docierać do ludzi i sugerować im pewne rzeczy. Zwracać ich uwagę na pewne sprawy, w taki sposób aby mogli się zmienić. Przynajmniej takie mamy nieskromne zamiary. Uważam że kiedy zmienią się ludzie, zmieni się wszystko. Przestaną akceptować rzeczy, na które godzą się nieświadomie.
R.M. : Myślę, że warto coś robić właśnie w kulturze. Wywołuje się wtedy taki wewnętrzny ferment. To nie tyle "burzenie" przyczyn, co dociekanie stosunków.
K.G. : To nie jest tak, że żyjemy po to żeby walczyć. Byłoby to bez sensu. Bylibyśmy zadowoleni, gdyby nie było o co walczyć. Pomysłów mamy tysiące. Możemy grać inaczej, możemy śpiewać co innego. No, ale jeżeli coś się źle dzieje, to my chcemy o tym powiedzieć.

My : Dotknęliśmy już wcześniej kwestii tak charakterystycznej dla naszych czasów, czyli komercjalizacji. Macie dość mocną pozycję na rynku i rodziny na utrzymaniu. Jaka jest granica pomiędzy niezależnością a "sprzedaniem" siebie? Dezerter i pieniądze...

K.G. : Zauważyłem, że o komercjalizacji mówią najchętniej ludzie, którzy są jeszcze na utrzymaniu rodziców. Dla forsy możemy robić co innego. Nie będziemy robić muzyki na sprzedaż, bo ona jest zbyt ważną częścią naszego życia. To byłoby tak, jakbyśmy sprzedali siebie. Trudno o tym mówić, ale tak to jest. Zarabianie pieniędzy - tak, ale nie za wszelką cenę. Nie będziemy się zmieniać po to, żeby zarobić więcej kasy. Po prostu uczciwość.

My : A jak myślicie, dlaczego punk stał się obecnie w Polsce muzyką, która - co tu ukrywać - tak dobrze się sprzedaje?

R.M. : To chyba taka specyfika polskiej rzeczywistości, coś co miało miejsce w kulturze, ale co było przez wiele lat tępione, może wreszcie się rozwijać i następuje ogólne odreagowanie. A sprzedawalność jest jakby dalszym tego skutkiem. Poza tym, czy musi być tak, że punk to zjawisko marginalne?
K.G. : Być może okaże się, że Polska jest jedynym krajem, gdzie zespoły alternatywne są ważniejsze od tej całej masy pop.
R.M. : Ja bardzo się cieszę jeśli coś jest nienormalne, bo normalność "Made in Poland" jest beznadziejna.



My : Pytaliśmy już Was o okres "burzenia" w działalności grupy. Nie sądzicie, że nadszedł czas "budowania"? W oparciu o takie zasady jak wyrzeczenie się przemocy, pacyfizm, wegetarianizm...

K.G. : Ja myślę, że sam dla siebie zbudowałem własne podstawy i oparłem na nich swój sposób życia. Po prostu udało mi się zacząć żyć tak, jak przez wiele lat uważałem, że żyć się powinno. Teraz konsekwentnie to robię. Nie zbudowaliśmy żadnej nowej ideologii (śmiech).
R.M. : Nasz sposób życia, to o czym śpiewamy, nie służą indoktrynacji, ani budowaniu sobie autorytetu. Własne myślenie, własny osąd to dla mnie podstawy bycia wolnym człowiekiem.
K.G. : Doszło natomiast do rozwinięcia pewnych tematów, które towarzyszyły nam od początku, w sposób bardziej twórczy. Na początku mówiliśmy "nie". Teraz mówimy "nie, dlatego że...". Podejrzewam że jest jeszcze etap "skoro nie i dlatego że... , to właśnie tak...".

My : Czyli, może dojść do tego, że Dezerter będzie śpiewał piosenki miłosne?

K.G. : Moim zdaniem o uczuciach się nie dyskutuje albo się je czuje, albo nie. Po co o nich śpiewać? Czy tylko po to, aby się pochwalić, że się je ma? Bez sensu! Mamy taką piosenkę "Chciałbym powiedzieć ci coś o miło?i, bo o nienawiści już prawie wszystko wiesz". Ale to nie była piosenka miłosna.

My : Wasi pierwsi fani weszli już w dorosłe życie. Stali się ludźmi, którzy decydują nie tylko o swoich sprawach. Jak sądzicie, jakie rady pozostawiła w nich fascynacja Dezerterem?

K.G. : Miejmy nadzieje, że część z nich została naładowana tą energią, którą można było wtedy wyczuć w powietrzu.
R.M. : Bo my jesteśmy takimi przekaźnikami energii. Tylko nie bardzo wiem jak tą energię nazwać. Ale na koncertach wszystko się skleja - muzyka, słowa i coś jeszcze, następuje przekaz i czasem coś z tego wynika. Chciałbym, żeby nie było to bezkrytyczne przyjmowanie, ale pobudzenie do samodzielnego działania.
K.G. : Pragnęliśmy zainspirować do tego aby myśleć samemu za siebie, pozbywać się schematów. Dotyczy to również ludzi, którzy muzyki zaczynają słuchać dopiero teraz.

My : Na co chcielibyście otworzyć oczy właśnie tym najmłodszym słuchaczom, którzy znają wyłącznie współczesne realia?

K.G. : Poczekajmy na najnowszą płytę. Ona będzie odpowiedzią na to pytanie. To będzie mocny przekaz i wszystko się wyjaśni.

My : Czy jesteście zadowoleni z tego co osiągnęliście przez 12 lat działalności?

R.M. : Wiesz, kiedy mnie pytają "co słychać w zespole?", mówię "jak zwykle powoli, ale do przodu". Jestem zadowolony, chociaż sadzę, że gdyby nie czas i miejsce. w których przyszło nam działać, byłbym zadowolony o wiele bardziej.
K.G. : Ja żałuję, że straciliśmy masę czasu. Co najmniej 5 lat. Gdybyśmy pierwszą płytę nagrali w 1983 roku, dziś bylibyśmy w zupełnie innym punkcie. Jednak z drugiej strony wystarczy, że spotkasz jednego człowieka, który Ci podziękuje, powie "super, że jesteście", bo dzięki temu np. : wyszedł z dołka, to już jest taka satysfakcja, że myślisz sobie "warto było".


My : A nie czujecie się "żywą legendą"?

R.M. : Czuję się żywy i świeży. Myślę że zrobię jeszcze parę fajnych rzeczy, takich zupełnie nieprzewidywalnych dla twórców tych legend.
K.G. : Legendy tworzy ludzie, którzy nie znają jakiegoś zjawiska i muszą dopowiedzieć je własnymi słowami. Legenda to takie słowo - wytrych. Nie było nas w mediach, na płytach a ludzie potrzebowali abyśmy byli, więc często tworzyli sobie własną legendę.

My : Co się musi wydarzyć, zmienić aby Dezerterzy wrócili do szeregu? A może "Dezercja" jest cechą nabytą na całe życie?

K.G. : Ja zawsze się wyłamywałem. Na przykład nigdy nie paliłem papierosów w szkole.
R.M. : Sprawy już zaszły za daleko i nie ma powrotu do żadnego szeregu. To już jest taki nasz okrutny los (jeszcze większy śmiech), że cały czas trzeba ciągnąć pod prąd.
K.G. : To kwestia wyboru. Świadomego wyboru. Nikt nas do tego nie zmuszał, wybraliśmy i siedzimy w tym. My?ę, że nawet jeżeli kiedyś nie będziemy grali w zespole, to i tak będziemy robić dziwne rzeczy.

My: Pięknie dziękujemy...


Oni :
Krzysztof Grabowski (perkusja, teksty) Robert Matera (gitara, głos)


Wywiad przeprowadzili :
Adam Kowalczyk Rafał Księżyk

Nagrania różnie - Andrzej Getka, Robak, Zwanzig - hey!
Zdjęcia różnie - Michał Wasążnik, Mirek Makowski i inni - hey!

*****

Dezerter - Remont 84
rapidshare

Dezerter - Studio Opole 86
mediafire

Dezerter - Live Szczecin 86
rapidshare

Dezerter - Jarocin 87
rapidshare

Dezerter - Jarocin 83
mediafire



niedziela, 21 marca 2010

DEZERTER Znowu szwindel szykują nowy...

Dezerter - chyba najważniejsza polska grupa punkowa, dla wielu szczególna zwłaszcza w okresie z nieżyjącym już Skandalem. Poniższą biografię, bardzo dokładnie opracowaną skopiowałem z portalu Poronionej Generacji. Zespół powstał w 1981 pod nazwą SS-20. Pierwszy skład to: Robert "Robal" Matera (voc, gitara), Krzysiek Grabowski (perkusja, teksty), Darek "Stepa" Stepnowski (bas). Wkrótce na mikrofon dołączył Skandal czyli Darek Hajn.

Koncertowo zadebiutowali na Mokotowskiej Jesieni Muzycznej w listopadzie 1981.

 Jeszcze jako SS-20 nagrali Demo zawierające 11 utworów. W 1982 zagrali na Jarocinie po którym pojawił zakaz dla zespołu koncertowania dalej pod tą nazwą. Tak przemianowali zespół na Dezertera. Równie prowokacyjną nazwę, szczególnie ze względu na stan wojenny. W 1982 Dezerter udał się w trasę koncertowa z Deuterem i TZN Xenną - słynna Rock Galicja. Pod koniec 1983 ukazał się singiel "Ku przyszłości", z 4 utworami: "Ku przyszłości", "Spytaj milicjanta", "Szara rzeczywistość", "Wojna głupców". W 1984 w Jarocinie zagrali jeden z najbardziej pamiętnych koncertów w historii. "(...)Było cholernie gorąco, susza, 30 stopni. Duża scena była na stadionie. Murawa zmieniła się w klepisko, z którego unosiły się kłęby kurzu. Przy 20 tysiącach ludzi nie dało się oddychać. Przed wyjściem na scenę powiedziałem Skandalowi, żeby poprosił przez mikrofon strażaków, by polali płytę wodą, bo nie damy rady zaśpiewać. Organizatorzy odpowiedzieli nam zza konsolety żebyśmy spierdalali. "Albo gracie, albo albo won ze sceny!". Skandal na to: "Jak wy traktujecie ludzi?". Cały stadion zawrzał. Organizatorzy wyłączyli nam mikrofony. Publiczność dostała szału. Zaczęli rzucać ziemią w konsoletę. Wystarczyłaby iskra, by cały ten Jarocin poszedł z dymem.

Przyleciał główny organizator festiwalu Walter Chełstowski. Nie widział całej akcji, bo był w hotelu. Wkurwiliśmy się strasznie. W końcu w odsłuchu usłyszałem: "Jeśli zaraz, gnoje nie zaczniecie grać, to wejdzie tu kilka tysięcy zomowców, którzy stoją teraz w lesie". Nie wiem, kto to do nas powiedział. Nie chcę zgadywać. Napięcie trwało z pół godziny. W końcu zdecydowaliśmy się zagrać. Nie wiem, co by się stało gdybyśmy nie zaczęli. Po koncercie przyszedł do nas roztrzęsiony Chełstowski z jakimś gorylem. Mówi: "Koncert był zajebisty, ale kurwa nie chcę was znać" Na to Skandal: "Spierdalaj zgredzie, to wszystko wasza wina". Zrobiła się awantura. "Pobijesz mnie ze swoim gorylem, palancie" - krzyczał Skandal. To był ostatni raz, kiedy wystąpiliśmy w Jarocinie organizowanym przez Waltera".


 W związku z trudnościami wydawniczymi zespół założył własne mini wydawnictwo Tank Records. Jego nakładem wyszły cztery kasety: pierwsze dwie składankowe w śladowych ilościach oraz "Jeszcze żywy człowiek" (koncertówka z Jarocina '84) i "Izolacja" (koncert Dezertera z Hybryd + radzieckie zespoły nowofalowe) wydana w 1985 - obie w nakładzie około tysiąca sztuk. W 1984 odszedł z zespołu Stepa, wkrótce zastąpił go Paweł Piotrkowski, a w 1986 zrezygnował Skandal (zmarł w 1995) - ostatni koncert z nim odbył się w Szczecinie. Zespół postanowił działać dalej, funkcję wokalisty ponownie przejął Robal. W tym samym roku wyszła składanka "Fala", na której znalazły się dwa kawałki Dezertera: "Nie ma zagrożenia"  i "Plakat".  Jesienią w Polsce zagrał trasę, kanadyjski zespół D.O.A., po koncercie poznali się z chłopakami z Dezertera, na drugi dzień zostali zaproszeni na ich próbę. Wokalista Joe "Shithead" Keighley był pod wrażeniem "panującej determinacji i ducha - dążenia do wolności i chęci stworzenia lepszego życia". Postanowił pomóc wydać im płytę. Wziął od nich wszystkie materiały i obiecał coś z tym zrobić. Opracował w studiu nagrania i wyruszył do amerykańskich wytwórni. Ostatecznie płytę zgodził się wydać największy na świecie hard core punk zine Maximum Rock'n'Roll. Płyta Ukazała się w 1987, w USA i w zachodniej Europie. W Polsce była niedostępna, dostali tylko pięć egzemplarzy autorskich (dopiero w latach 90 wznowiło ją QQryQ). Pierwotna nazwę Greatest Shits z nieznanych powodów zmieniono na "Underground out of Poland" a ich własny projekt graficzny uległ zniszczeniu. Na krążku znalazły się nagrania ze studia Wawrzyszew '83, z Jarocina '84 oraz nielegalne nagrania z "dzikiej sesji" w Programie 1 Polskiego Radia (dzięki Piżmakowi, przyjacielowi jeszcze ze szkoły, który tam pracował udało się załatwić przepustki).

Po wydaniu płyty mieli pojechać na trasę po U.S.A. jednak nie doszło to do skutku ze względu na nieuregulowany stosunek do służby wojskowej i biurokracje amerykańskiego urzędu imigracyjnego. W czerwcu tego samego roku, zespół wydał drugą płytę "Kolaboracja". Cenzura wstawiła w odpowiednie miejsca piki, wycięto tytuł płyty, zmieniono tytuły kilku piosenek oraz zaklejono część okładki czarnymi paskami. "(...)Najgorzej było przy płycie "Kolaboracja", która wyszła w 1987 r. Cenzura bardzo w nią zaingerowała. Postanowiliśmy więc pójść śladem " Tygodnika Powszechnego", który w cenzurowanych artykułach zaznaczał ingerencje cenzorskie, w nawiasach przypominając ustawę. Wstawiliśmy piknięcie i nie zgodziliśmy się na żadne zmiany. Piknięć było kilka na płycie. Cenzura nie zgodziła się więc, by płyta była sprzedawana w sklepach. Pozwolili wyprodukować jedynie pięć tysięcy egzemplarzy dostępnych w Klubie Płytowym za okazaniem karnetu z tygodnika "Razem"." Krzysztof Grabowski


Zagrali na Jarocinie '87, był to pierwszy oficjalny koncert bez Skandala publiczność przyjęła ich z rezerwą. Kiedy domagała się bisów, przy przyciemnionych światłach na scenę wyszli Kolaboranci, zagrali kawałek Dezertera z własnym tekstem. Prawie nikt się nie zorientował że, to inny zespół. Ktoś z publiczności krzyknął: "Patrzcie, Skandal wrócił, znowu jest ich czterech" . Tak Przemek Thiele został Skandalem.


 Rok 1989 to kolejna doskonała płyta "Kolaboracja II", nie tak ostra jak poprzednie jednak nadal bardzo dosadna. Płyta zawiera 13 kawałków w tym tak znaczące utwory jak: "Jeszcze żywy człowiek", "Nowe Wiadomości" i "Rejestr Wariatów" Materiał został nagrany w maju 1988 w studiu PR w Opolu. Na okładce na miejsce twarzy Engelsa, Marksa i Lenina wstawili swoje własne. 1990, czwarty album zespołu "Wszyscy przeciwko wszystkim" został wydany w Polsce i Francji. Materiał nagrano w czerwcu 1990 w studiu Wawrzyszew w Warszawie. Płyta bardzo różniąca się od pozostałych, dziwna i psychodeliczna. Na albumie znajduje bardzo ciekawa interpretacja wiersza Andrzeja Bursy "Wiatroaeroterapia". Po serii koncertów w Skandynawii, Szwajcarii, Niemczech, Francji, Holandii, Japonii, (chyba pierwszy raz polski zespół grający trasę po Japonii) zespół nagrał "Blasfemie" (później ukazała się reedycja na winylu przez QQRYQ).


Materiał nagrany w studiu Izabelin w maju 1992. Kolejny album w trochę innym klimacie niz pozostałe. Na płycie znajduje się jedyna ich piosenka nawiązująca do wegetarianizmu, którym zainteresowali się stosunkowo wcześnie (jednak cały zespół składał się tylko dwa razy z samych wege) , "Pierwszy Raz" jest jedną z lepszych piosenek Dezertera, świetnie oddaje klimat tekstu i poraża w przekazie. W 1993 ukazała się płyta z niepublikowanymi utworami z lat 1981 - 1993 pod tytułem "Jak powstrzymałem III wojnę światową, czyli nieznana historia Dezertera" Na albumie znalazły się archiwalne nagrania z prób, koncertów w Polsce i z zagranicy oraz w studiu, między innymi cztery piosenki ze wspólnej sesji z Kasią Nosowską. W 1993 nastąpiła kolejna zmiana basisty, miejsce Piotrka, na krótko zastąpił Mariusz Zych. W 1994 wydali siódmą płytę "Ile procent duszy?", nagraną w czerwcu w studiu Manta i Izabelin w dwu osobowym składzie: Robal i Krzysiek Grabowski. Basy stworzył i nagrał Robal. Album został poświęcony pamięci  Darka "Staśka" Stewuli, przyjacielowi zespołu. Na krążku znajdują się świetnie tekstowo piosenki: "Ile procent duszy?", "Jeśli chcesz zmieniać świat" czy "Ostatnia chwila". W tym samym roku powstał film "Dezerter - Nie ma zagrożenia" (zrealizowany przez Pawła Konnaka). W tym samym czasie Dezerter brał udział w realizacji programu Alternativi (współproducentem programu była Fundacja Brulion). W 1995 postanowili zrobić coś nowego, czego nikt w Polsce dotąd nie zrobił. Wydali płytę przypominającą utwory zaprzyjaźnionego zespoły Deuter, w dodatku z jego wokalistą. Na basie zagrał Tony von Kinsky. Dzięki zaangażowaniu Kelnera (Pawła Rozwadowskiego, wokalisty Deutera), kawałki są bardzo podobne do oryginałów. Nagrali też singiel z Kaśką Nosowską "Dezerter", okładka w formie zina Azotox. Znalazły się tam cztery kawałki z damskim wokalem. Kiedyś marzyli żeby mieć dziewczynę w zespole...

Kolejna płyta "Mam kły mam pazury" z 1996 nawiązuje tytułem to pisma  Frontu Wyzwolenia Zwierząt. Bardzo ostra, ale już nie tak dobra jak wcześniejsze. Na płycie znajduje się cover Janusza Reichla - "Ratunku policja". Nagrań w studiu Wincjusza Chrusta w Sulejówku. Potem o wiele lepsza "Ziemia jest płaska" w 1997 nagrana w studiu Manta. Płyta "Decydujące starcie" w 2001 kolejny  raz nagrana w dwu osobowym składzie, ponieważ Tony von Kinsky wyjechał z zagranice w sprawie pracy i nie wrócił na czas nagrywania płyty. Na wiolonczeli zagrał gościnnie Bolek Błaszczyk. Do zespołu dołączył Jacek Chrzanowski, basista Hey i były basista Kolaborantów. Rok 2002 obfitował w ciekawe koncerty. Z zespołami: Conflict, Subhumans w Londynie (Trasa Angielska: największym wydarzeniem i najważniejszym celem tej trasy był koncert w Londyńskiej "Astorii", dla kilku tys. zgromadzonych tam osób).  Warto też wspomnieć o koncercie w Krakowie z Dead Kennedys i Chumbawambą. W większości koncertów Dezertera - w tym także podczas "Trasy Londyńskiej" - gościnnie występowała Kasia Nosowska. W 2002 ukazały się też wznowienia archiwalnych płyt Dezertera. Rok 2003 to m.in. trasa koncertowa z Moskwą, a także udział w festiwalu PRL w Warszawie i Katowicach.  Dezerter zagrał tam obok min. KSU, Armii i Kultu. Po jesiennych koncertach zespół postanowił ograniczyć działania koncertowe i zająć się przygotowaniami do nagrania płyty. Próby i spotkania odbywały się w sali prób na Szmulkach w Warszawie. Dezerter wszedł do studia pod koniec maja 2004 - a już przed wakacjami ukazała się płyta "Nielegalny zabójca czasu". Nagrań dokonano w Studio7 w Piasecznie i MediaStudio w Warszawie. Jest to pierwsza płyta nagrana z Jackiem Chrzanowskim. Teledysk do piosenki "Zabójca czasu" wygrał w kat. animacja na Yach Film Festiwal 2004. W 2004 zagrali na Przystanku Woodstock, a w 2005, wyszło DVD z Woodstocku. W 2006 wyszła płyta "Nie ma zagrożenia - Jest Dezerter". Jest to składanka coverów Dezertera, wiele zespołów oddało w ten sposób cześć Dezerterowi. Płyta z serii "Tribute to", zawiera dwie CD: Czady i Eksperymenty.

Parę rzeczy do posłuchania czyli na początek dwie kasety wydane przez zespół.

*****

Dezerter - Jeszcze żywy człowiek (Jarocin 84)

rapidshare

Dezerter - Izolacja

rapidshare






wtorek, 2 lutego 2010

JAROCIN 84 Zdjęcia z prób na dużej scenie

Ha, a teraz dzięki Zwanzigowi kolejna perełka z Jarocina 84. Tym razem zdjęcia z prób dopołudniowych na dużej scenie. Najbardziej cieszy mnie zdjęcie Sedesu oczywiście. Oprócz tego Abaddon, Dezerter, Siekiera i Opar. Jeszcze raz dzięki Zwanzig.

Abaddon



Dezerter



Dezerter plus Zygzak


Opar


Sedes


Siekiera

Jeszcze raz dzięki Zwanzig.