piątek, 4 czerwca 2010

DEADLOCK Historia prawdziwa czyli Am i victim of safety pin?

Dzisiaj prawdziwą historię grupy Deadlock - specjalnie dla niniejszego blogu - opowiada Plexi, pierwszy wokalista grupy i współtwórca późniejszych czasów zespołu.

1976-1980
Przede wszystkim nieprawdą jest że to Luter, Fidel czy Mirek Szatkowski założyli Deadlock. Faktem natomiast jest to, że to Luter był współpomysłodawcą nazwy kapeli. Graliśmy już dużo wcześniej zanim go poznaliśmy.
Początki kapeli kształtują się gdzieś na przełom 76/77 roku. Maćka ''Bruneta'' znałem najdłużej - chodziliśmy do jednej klasy w gdańskiej samochodówce. Trupek i Kołacz byli kumplami Maćka z osiedla. Pierwsze próby mieliśmy w Auli Szkół Łączności w Gdańsku. To był taki ostry rock. Kilka miesięcy później w radio usłyszeliśmy chyba Sex Pistols i wtedy stwierdziliśmy, że to jest właśnie to. Graliśmy wtedy w składzie Maciek -gitara, Kołacz -gitara, Trupek -bębny i ja Plexi -gitara basowa+vokal. Nie zagrzaliśmy tam długo miejsca, byliśmy chyba trochę dla nich za głośni..

Deadlock - pierwszy koncert w Gdańskich Fortach

Następnym etapem były kluby osiedlowe w Oliwie i na Zabiance gdzie poznaliśmy Garego, który dużo później występował pod nazwą Gary Hell. Wtedy graliśmy już ostrego punk rocka ale jeszcze pod nazwą bodajże The Trogs. Kluby też stwierdziły, że raczej nie jesteśmy kółkiem różańcowym i najnormalniej w świecie wypowiedziały nam miejsce. Jakiś czas tworzyliśmy z Maćkiem u niego w domu na gitarach podłączonych do radia lampowego. Wtedy o jakiś tam piecykach nikt nie mógł nawet pomarzyć. Nie pamiętam kto ale chyba Gary załatwił nam miejsce na próby w sali zajezdni tramwajowej w Gdańsku Wrzeszczu. I to był już początek 78 roku... Jakiś czas potem Maciek dorwał pisemko wydawane przez Lutera (notabene Luter zbierał za to kasę). Umówiliśmy się z nim i z Adim (jego kumplem a moim późniejszym przyjacielem, który też zginął tragicznie w 82 roku) na jakiejś imprezie w klubie..

Deadlock - pierwsze koncerty

Jakiś czas potem Jacek (Luter) został naszym tzw. menagerem. Mieliśmy już sporo kawałków które z Maćkiem robiliśmy u niego w domu. Były słowa (polskie), które Luter zaadoptował na angielski. Wydawało nam się, ze w tym języku lepiej to brzmi. Oczywiście nie znaliśmy języka oprócz niego..hahahahaha uczyłem się tego tekstu, który napisany był fonetycznie ale nawet szło to jako tako. Oczywiście z angielskim niewiele to miało wspólnego ale to już inny temat..
I tak trwało to parę miesięcy aż Trupek stwierdził, że to nie dla niego i na jego miejsce Luter wskoczył na bębny. Nie potrafił grać. Z Maćkiem pokazaliśmy mu jak ma uderzać żeby trzymać rytm. Jakoś to się toczyło (potem szło już mu nieźle granie). Nawiasem mówiąc z Maćkiem też nie mieliśmy pojęcia o graniu. Opracowaliśmy takie strojenie gitar, że przyciskało się wszystkie struny i brzmiało to jak normalne chwyty gitarowe.

Brunet

Pamiętam, że pierwszy koncert graliśmy pod koniec 78 roku na Gdańskich Fortach. Z Maćkiem robiliśmy jakieś prymitywne plakaty i rozwieszaliśmy po mieście. Na Fortach to był jedyny koncert ale był, mam takie wrażenie niepowtarzalny.. Może dlatego, że właśnie był pierwszy? Było mnóstwo ludzi i trochę zadymy... Chyba właśnie dlatego nie zdecydowali się na udostępnienie sali na następną imprezę. Zaraz po nas zagrali Speedboys. To kapela chłopaków z Gdańskiego Brzezna, którą założył Rafał "Róża", którego też poznaliśmy niewiele wcześniej.
Chyba w kwietniu 79 zajezdnia wypowiedziała nam miejsce na próby. Stwierdzili, że trochę za głośno jak dla nich i że schodzi się za dużo dziwnych ludzi. Wtedy to właśnie w ten dzień odbył się słynny koncert na dachu wieżowca na Zaspie (to taka Gdańska dzielnica) przy ulicy Pilotów. Wyglądało to tak, że rozstawiliśmy nasz sprzęt na dachu. Ktoś tam zorganizował jakieś przedłużacze na prąd i zaczęliśmy grać. Właściwie nie dokończyliśmy pierwszego kawałka kiedy pojawiła się na dachu milicja i kazali nam się zwijać... Oczywiście wszystko porozłączali. Przenieśliśmy się przed ten sam blok i tam dokończyliśmy to. W sumie chyba jakieś 8-10 kawałków....

Plexi - pierwsze koncerty Deadlocka

Potem mieliśmy próby w klubie studenckim Medyk. Tam też odbyły się chyba dwa koncerty. Trzeci został odwołany przez klub na 10 minut przed rozpoczęciem. I to właściwie był koniec pierwszego Deadlocka. To się działo gdzieś około listopada 1979. W tą samą noc Luter pojechał do Warszawy, gdzie parę miesięcy wcześniej poznaliśmy tamtejszą ekipę z Lipińskim, Afą i jeszcze jakimiś ludźmi z tamtejszego środowiska. To było całkiem inne środowisko niż nasze trójmiejskie. Jakieś takie bardziej ułożone. Zazdrościliśmy im w sumie tylko Remontu, Riviery, miejsc gdzie mogli grać... Mieli dużo większe możliwości niż my..
Luter zaraz po wyjeździe skumał się z Lipińskim i założyli pierwszy Tilt. Byliśmy na ich koncercie w Starym Młynie w Gdańsku (chyba był luty 1980). Bardzo mi się wtedy podobali bo grali jeszcze to co bardzo mi odpowiadało. Ale u Jacka już wcześniej było widać fascynację muzyką country. Puszczał nam jakieś kawałki i chciał żebyśmy robili jakieś covery... Nie leżało mi to kompletnie. To już nie było to co chciałem robić. Na szczęście nie doszło to do skutku ale było na ten temat wiele nieporozumień.

Szatkowski i Fidel

I właściwie pierwszy Deadlock w ten sposób przestał istnieć. Nie było żadnych zamian. Kapela rozwiązała się samoistnie. Wtedy straciłem kontakt z ludźmi z tego składu. Myślę, że musieliśmy odpocząć trochę od siebie... Ja wtedy trzymałem z Adim i zacząłem coraz częściej bywać w Warszawie gdzie wtopiłem się w tamto środowisko.

Fidel

Brunet jakiś czas potem reaktywował kapelę w składzie właśnie on – Brunet , Fidel, Róża, Luter (grał tam chyba tylko chwilę) i Szatkowski na vocalu. Ale to już była inna muzyka, wtedy właśnie odpłynęli w klimaty reggae i jakiejś tam nowej fali. Nie mam pojęcia gdzie mieli próby i jak to wyglądało, ponieważ siedziałem wtedy w Warszawie. Pierwszy raz zobaczyłem ich właśnie w Kołobrzegu. Grali fajnie ale to już nie była moja kapela...zresztą i muzyka była już inna. Większość granych przez nich kawałków była napisana jeszcze przez nas z Maćkiem i ze słowami Lutera ale teraz już był inny aranż i jak dla mnie brzmiało to trochę dziwnie. Znałem to w trochę bardziej rockowym wydaniu. Oprócz Kołobrzegu słyszałem ich jeszcze we Wrocławiu na imprezie pod nazwą Rock nad Odrą. Ale było nieźle. Potem była ta płyta nagrywana przez Francuzów. Z Gdańska brali w niej udział Szatkowski i Fidel. Wbrew temu co się pisze, nie było tam Maćka. On tego nie zaakceptował.





1982-1984..
Pod koniec 1980 roku zostałem wyłączony z życia na dwa lata... Jakoś wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że coś takiego może się zdarzyć i nie zadbałem o to wcześniej jak to zrobiło wielu innych... Ale zdarzyło się... Przez ten czas cały czas utrzymywałem kontakt z ludźmi ale wiadomo, że to już nie było to...

Brunet - Diafora 80, fot. M.Makowski

Pod koniec tego okresu ponownie nawiązałem bliższy kontakt z Maćkiem, który poznał Dzidka i reaktywował Deadlock - chyba trzecią jego wersję. Zaproponował mi powrót do kapeli. Byłem wtedy na ich próbie i zaskoczyło mnie to, że wrócili muzycznie do korzeni. Pewnie że przystałem na propozycję. Dołączyłem do nich w październiku 1982. Grali wtedy Dzidek -gitara, Maciek -gitara, Sęku- gitara basowa na bębnach był Johnny, którego też właśnie wtedy poznałem. Ja wskoczyłem na vokal. Próby mieliśmy we Wrzeszczu w tzw. budzie Krzysia. Ale warunki tam były naprawdę niezłe jak na tamte czasy....


Wszystko działo się w expresowym tempie gdyż dostaliśmy zaproszenie na koncert w grudniu tego roku do Warszawy (Riviera). I to był chyba błąd żeby za tak krótki okres czasu cokolwiek w miarę dobrze przygotować... Nie wiem jak inni sądzą ale dla mnie to jeden z najgorszych koncertów Deadlocka... Grali tam jeszcze Śmierć Kliniczna i Kult, który dał niezłego czadu... Wtedy bardzo mi się podobali. Po latach emocje już opadły...


Wracając do Warszawy... Maciek już wtedy ostro przypalał. Były chwile, że nie można było nawiązać z nim kontaktu. I to nie świadczyło o żadnej jego wrażliwości jak to określał Rudziecki. Notabene co Rudziecki mógł wiedzieć o Maćku widząc go kilka razy przez krótki okres czasu. Maciek był normalnym facetem i nie było w nim żadnej wrażliwości a już na pewno nie takiej o której mówił Rudziecki. Maciek po prostu zaczynał mieć grassowe odjazdy... Pamiętam, że podczas drugiego koncertu był tak napalony, że kompletnie nie kojarzył co się wokół niego dzieje... I to był koniec jego grania w Deadlocku. Po powrocie do Gdańska odszedł z kapeli. Ja również ale u mnie przyczyną był konflikt z Johnnym. Nie lubiliśmy się od samego początku...
Ale wracając do Warszawy warto wspomnieć o opisywanej imprezie w Novotelu. Zakwaterowani byliśmy w w/w hotelu. Był to jeszcze stan wojenny i pamiętam w recepcji oprócz miłej pani byli też umundurowani panowie ale nie z Zomo tylko niejakiego Romo. Nie wiem co ten skrót oznaczał ale kolesie mieli już po 40-50 lat, myślę że to byli jacyś rezerwiści. Ale broń mieli to fakt. Po pierwszym dniu zrobiliśmy wieczorem niezłą imprezę. Gdzieś około 2 w nocy wpadli kolesie właśnie z tego Romo z uwagami, że goście skarżą się na hałas...hahahaha trudno żeby go nie było... Zaprosiliśmy ich do siebie na przysłowiowego jednego. Pewnie, że zostali i to nie na jednym... Kolesie dali ostro czadu. Pamiętam, że bawiliśmy się ich bronią, rozebraliśmy ją na czynniki pierwsze. Była bez amunicji...(widocznie do nich też nie mieli zaufania)... Nad samym ranem pożegnaliśmy się i wszystko było ok....

Deadlock - Diafora 80, fot. M.Makowski

Jak wspomniałem wcześniej po powrocie do Gdańska właściwie kapeli nie było, do telefonu od Dzidka który ponownie zaproponował wspólne granie tym razem już bez Johnnego. Na bębny wskoczył wtedy Krzysiu, jeden z lepszych bębniarzy w trójmieście. Co ciekawe, że dopiero po Warszawie zaczęliśmy mieć koncerty w Gdańsku w słynnym Burdlu na Suchaninie. To chyba był właśnie początek Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej związanej z Burdlem. Wtedy z nam grali też DDT. Super kapela dawała czadu jak mało kto... W lutym 1983 dostaliśmy zaproszenie od Śmierci Klinicznej do Gliwic gdzie zagraliśmy w Gwarku razem z nimi. I to właściwie już był początek końca.. Jakiś czas jeszcze koncertowaliśmy na Suchaninie . Tam też grałem ale jako ja. Miałem kawałki, które były inne niż to co robiliśmy w Deadlocku... Jakiś czas to jeszcze trwało aż ja w sumie przestałem grać w Deadlocku i zająłem się swoją twórczością i graniem jako Plexi. Oczywiście ludzie którzy mi towarzyszyli byli związani z kapelą. Ale wtedy każdy grał z każdym i w sumie to było super. Wiem, że potem jeszcze jakiś czas Dzidek z ekipą grali pod nazwą pierwotną ale chyba bardzo szybko zmienili to na Joanna Dead, żeby potem ze Szczepanem stworzyć Po Prostu...
I to właściwie tak wyglądała historia Deadlocka w czasie gdy ja miałem z nimi kontakt.

Tyle Plexi - serdeczne dzięki za napisanie tej biografii. Można jeszcze dodać, że niedawno w Polsce dzięki wytwórni W moich oczach ukazała się reedycja "francuskiej" płyty Deadlocku z bonusowymi utworami z Pierwszego Festiwalu Nowej Fali Kołobrzeg 80 wydanymi kiedyś na bootlegowym singlu.
Do posłuchania póki co kilka utworów z Mirkiem Szatkowskim na vocalu, ostatni numer wbrew pozorom nie pochodzi z płyty Ambition - jest w innej wersji. Czekamy na na dobrze zgrany koncert z Gwarka z 83 roku, zdaje się, że istnieją też nagrania grupy już pod nazwą Joanna Dead z 85 roku z Gdańska ale na razie sza...
Kilka starszych zdjęć od Plexiego i kilka późniejszych już od Mirka Makowskiego i z zawieszonej strony Mitologie.
Jeszcze link do pierwszej strony o Deadlocku - link.

*****

Deadlock - demo live 80
mediafire





7 komentarzy:

  1. super !.....na prawdę świetna sprawa przeczytać taką historie z pierwszej ręki, tym bardziej iż informacje na temat tej kapeli były zawsze zerowe, a szkoda żeby zespół tak zasłużony do sceny alternatywnej w polsce
    miał zniknąć ze świadomości obecnych słuchaczy. Należy żałować tylko że po zespole który egzystował niemalże 7 lat pozostało tak niewiele nagrań, no ale cóż, wtedy panoszyła sie czerwona zaraza, poza nią była tylko bieda z nędzą...................wielkie dzięki za ten tekst..............z pozdrowieniem

    OdpowiedzUsuń
  2. na tych fotkach na scianach sa chyba obrazy kain may(a) co nie??

    OdpowiedzUsuń
  3. swietny artykul wielkie dzieki plexi

    OdpowiedzUsuń
  4. o i to jest prawdziwa lekcja histori opowiedziana przez osobe kompetentna tak z kazda kapela umieszczona na tym blogu powinno byc ,muzycy byli i obecni nie wstydzic sie waszych dokonan w mlodzienczych latach opisujcie wasze kapele

    OdpowiedzUsuń
  5. Super sprawa! Dzięki serdeczne, Plexi!

    OdpowiedzUsuń
  6. Unikatowe fotki z pierwszych gigów Deadlocka.
    Super !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamietam was doskonale ! graliscie wtedy w zajezdni tramwajowej miedzy Oliwa i Wrzeszczem. Zrobilem Wam cala sesje zdjeciowa. Niestety do dzisiaj pozostalo mi tylko jedno zdjecie Jacka (Lutera) ze mna.Koncert na bloku na Zaspie, chyba Pilotow 12 tez doskonale pamietam. Pozdrawiam Tomek

    OdpowiedzUsuń