wtorek, 26 stycznia 2010

OKUPACJA 81 - RPA stolica rasizmu

Kapela Okupacja 81 została założona we wrześniu 1987 roku w Łodzi. Grała w składzie: Krzysztof ”Student” Laskus -dr, Dzięcioł – bas, Metyl - git, Łysy - voc. Wystąpili min. w Jarocinie 1988 roku. Chłopaki grali szybki i ostry jak brzytwa punk. W 1988 zespół zrealizował demo z którego pare numerów było puszczane w radiu na czwórce. Perkusista "Student" również pogrywał w takiej kapelce o nazwie Moskwa.



*****

Okupacja 81 - Jarocin 88
mediafire







26 komentarzy:

  1. Było się na kilku koncertach... Muzyka nie była zbytnio odkrywcza - taka łupanka, aby do przodu ale - pamiętajmy - to był już 1988 rok czyli absolutny zmierzch punk rocka. Po wielu "wielkich" kapelach nie było już śladu (Xenna, Siekiera, Reja) a inne były w odwrocie, kryzysie bądź przeżywały metamorfozy (DeZerter, M-kwa). Ech..., były czasy...

    OdpowiedzUsuń
  2. We wstawce brak 36-sekundowego Intro.

    OdpowiedzUsuń
  3. 1988 - absolutny zmierzch punk rocka.... Właśnie się dowiedziałem, że od dwudziestu paru lat uczestniczę w czymś co już nie istnieje.
    Moim zdaniem dopiero w 1988/89 punk w Polsce zaczął zmierzać w normalnym kierunku, porównywalnym do tego co działo się od wielu lat na świecie i osiągając obecną stabilną sytuację. Człowieku, gdzie Ty byłeś przez te 20 lat - na Grenlandii?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jak mówisz fakir69 ...zaczął zmierzać w normalnym kierunku... i myślę że po części zasługą tego jest fakt iż cały nasz kraj zaczął zmierzać w normalnym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pier... to jezeli to ma byc "normalny" kierunek.
    Wiekszosc polskich dobrych kapel przestala grac i po za scena HC ktora istotnie zaczela sie rozwijac to powstal zupelnie nowy nurt tzw alternatywa ktora wszystko zniszczyla.
    Zreszta lata o ktorych mowa to zupelnie inne brzmienie to nie jest juz to typowe brzmienie lat 80 i nie wazne skad ta kapela pochodzi.

    Ale tak czy inaczej bylo to nie uniknione, bo podobnie stalo sie zagranica.

    Nie sadze tez zeby polskie kapele lat 80 mialy czego sie wstydzic przed zagranicznymi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Normalny kierunek ? To, że po 1989 r. zaczęły się w końcu normalnie ukazywać płyty i kasety, powstały niezależne wydawnictwa i sieć dystrybucji z prawdziwego zdarzenia i wszystko stało się bardziej profesjonalne to tylko jedna strona medalu. A druga jest taka, że generalnie wszystkie "nowe" zespoły z końca lat 80-tych i z lat 90-tych były wtórne i generalnie byle jakie, a ich twórczość mimo że profesjonalnie zarejestrowana nie wytrzymała próby czasu i dziś o większości z tych bandów nikt nie pamięta. Nawet najlepszy sprzęt, studio i wysokie umiejętności techniczne nie zastąpią braku talentu, a zwłaszcza braku tego "punkowego ducha", jaki mieli weterani z lat 80-tych. A kazdy wyjątek jedynie potwierdza regułę.

    T.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, że nikogo nie przekonam do zmiany opinii, ale nie o to też chodzi chyba? Wydaje mi się, że te opinie wynikają w dużej mierze z nieznajomości tego co działo i dzieje się na polskiej scenie po upadku komuny, Jarocinów itd. To coś podobnego do sytuacji gdy młody punkowiec/hardcore'owiec uważa, że cała ta polska muzyka z lat 80-tych to prymitywny syf, a klasyką nie jest dla niego Siekiera, Deadlock czy Śmierć Kliniczna ale co najwyżej 7 Seconds, Bad Brains, Suicidal Tendencies, Minor threat czy Ramones. Rzucam nazwy z różnej mańki bo przede wszystkim dla mnie hardcore to punk, a nie coś całkiem innego jak jazz czy hard rock. Mógłbym rzucić też dziesiątki nazw z lat 90 do dziś, które wbrew temu co piszecie są znane i pamiętane, a ich wkład w niczym nie mniejszy od weteranów. Czy zawsze te stare kapele były takie utalentowane? Przyznajmy, ze słuchamy tego głównie z sentymentu. Wiem, ze takie wartościowanie w przypadku punk rocka jest bez sensu bo nie o to w nim chodzi, ale przecież obecnie byle kapela nagrywa po paru miesiącach prób lepsze i ciekawsze demo niz większość klasyków w omawianym okresie. A jest tak m.in. dlatego, że nie było jakiegoś zmierzchu tylko jest ciągłość i to nadal trwa. Co z tego, że to wszystko jest w pewnym sensie wtórne? A czy jakaś polska kapel z lat 80-tych wymyśliła jakiś nowy styl? Wszystko już było zagrane wcześniej w USA czy UK. Znamienne też, że w przeciwieństwie do starych kapel stamtąd, które często nadal istnieją i wydają płyty, grają koncerty - polscy weterani przepadli lub nie potrafili się odnaleźć. Wielokrotnie pójście do wojska było końcem jakiegokolwiek uczestnictwa w punk rocku. Wiem, że to traumatyczne przeżycie, ale chyba ten punkowy talent i misja nie były tak silne...
    Nie rozumiem w czym niby gorsze, mniej szczere miałoby być podejście do grania punkowca, który w 2010 roku zakłada kapelę. Czy on nie ma w sobie "punkowego ducha"? Czy ja nie mam sobie "punkowego ducha"?
    Ani stare, ani późniejsze/obecne polskie kapele nie muszą się niczego wstydzić, ale też nie ma jakiegoś jebanego powodu do pierdolonej dumy moim zdaniem. Bo nie o to chyba chodzi w punk rocku. Gdzieś kiedys w jakimś komentarzu kiedys przeczytałem, że cały świat zazdrościł nam Jarocinów... Niby czego mieliby zazdrościć - czy tam nie było koncertów? Przypuszczam, że ze względu na barierę komunikacyjną w tym czasie, to mało kto w ogóle złyszał o Jarocinie. Byłem tam parę razy - ze względu na wiek dopiero w drugiej połowie lat 80-tych i nie sądzę by było to coś lepszego niż obecne festiwale czy koncerty. Widziałem setki koncertów (w tym kilkadziesiąt w latach 80-tych), chodzę na nie nadal - zarówno na "gwiazdy" jak i lokalne zaczynające zespoły i cieszę się z każdej nowej fajnej kapeli i płyty. Nie ma mowy o żadnym zmierzchu. Ci którzy tak uważają powinni chyba czasem kupić jakąś nową płytę czy wybrać się na gig. Chyba, że ich punk ogranicza sie do kolekcjonowania starych nagrań. Do czego oczywiście mają prawo. Też jestem kolekcjonerem, ale te nagrania z lat 80-tych to po prostu mały procent tej kolekcji. Etap zamknięty. Ja kocham tą muzyke i gdybym miał słuchać tylko tych staroci to chyba bym ocipiał, przecież są tysiące fajnych kapel na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  8. I to co właściwie jest najważniejsze w tym co chcę powiedzieć, że to jest chyba coś właśnie co się nazywa punkiem, - że ktoś robi coś, walczy o coś choć nie widzi przyszłości i w sumie wie, że jeżeli on będzie to robił to może to go wykończyć, może zginąć - a jednak to robi i dlaczego kiedy mu ktoś za to nie płaci. I mi się wydaje, że właśnie w takich krajach jak nasze taki punk jest chyba najbardziej autentyczny. W sumie my tutaj wszyscy walczymy, kiedy jesteśmy cały czas związani jakimiś układami, wszystko nas tak już denerwuje to co, nam każą robić, że nie mamy wyjścia tylko po prostu robić coś zupełnie na odwrót, żeby jakoś zmienić to wszystko. I robimy to ale przez to nie mamy jakiejś nadziei na przyszłość.

    Guma, "MBYB" 1986

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak do konca nie wiem o co chodzi w ostatnim komentarzu.Niby jest jakas mysl ale strasznie zamotana.Robic cos bez nadzieji ze sie cos zrobi?

    OdpowiedzUsuń
  10. Podzielam pogląd Gumy wypowiedziany w czasach późnej komuny, że punk rock najbardziej autentyczny to ten tworzony w krajach targanych jakimiś totalitarnymi zwyrodnieniami. (Choć wówczas Guma nie mówił bo nie mógł o tym mówić wprost, ale wiadomo jakie kraje miał na myśli.) Do takich krajów należała Polska AD 1986. Na Zachodzie, o którym - pomimo wszystko - można mówić jako o społeczeństwie dobrobytu do tego autentyzmu było daleko. Tam były wtedy zupełnie inne problemy. Do tego takie rzeczy jak gitarki, papy, glany, płyty, prasa, nawet irokezy - wszystko w sklepach. Nie to co w PRL-u gdzie rządziła zasada "Zrób to sam". Ktoś tutaj zauważył, że kapele z Polski mogły swobodnie "konkurować" z tymi z Zachodu - to prawda, nie mamy się czego wstydzić. Trzeba jednak pamiętać o upływającym czasie. I tak około 1987 gołym okiem widoczny był już regres w polskim punku. Tą pustkę wkrótce wypełnił nowy nurt - HardCore. (Pamiętam, jak w tamtym czasie Fakir, - którego pozdrawiam - namawiał ekipę z Tarnowskich Gór do zmiany nazwy z punkowych Brudów na bardziej pozytywną i HC Siłę Woli.) Niestety, ale to prawda, nowe kapele punkowe po 1987 roku były już mniej ciekawe i twórcze.
    Bez urazy ale byłem parę razy na koncertach 7 Godzin Snu i poza paroma coverami Moskwy czy chyba TZN Xenny nic mi nie zostało w głowie. (Po jednym gigu była jakaś bibka z 7GS, no to też pamiętam...)

    Z drugiej strony Punx Not Dead i kapel punkowych na pewno nigdy nie zabraknie! Kto przy tym trwa & trzyma głęboko w sercu - szacunek!
    Mario

    OdpowiedzUsuń
  11. Fakir - akurat od 89 to się zaczeła ta cała HCoreowa żenada. Podział sceny na lepszych HCowcow i gorszych punków. Ziny w których naczelni malkontenci "sceny" pokroju Pietii czy Bezkoca w większości wywiadów próbowali wyciągać od kapel deklaracje w rodzaju "Silverton to chuje". Ja nie wiem czy totalne zapatrzenie się w hardcoreowe kapele z zachdu, jakie nastąpiło w pierwszej dekadzie 90-tych, było lepsze od zapatrywania się polskich punx w brytyjskie'82 dekadę wcześniej.
    Pamiętajmy, że lata 90-te to także totalne nieporozumienia w rodzaju SE,Crust,Oi (choć to już u schyłku)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Pamiętajmy, że lata 90-te to także totalne nieporozumienia w rodzaju SE,Crust,Oi (choć to już u schyłku)"

    A ja głupi zawsze myślałem że SE, crust i Oi to część punk rocka. Wobec takiego argumentu odpuszczę sobie dalszą dyskusję. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ok, zgadza się. Część punk rocka. Chodzi mi o to, że w tych nurtach były u nas straszne przegięcia. Kumulacja ludzi, którzy uważali te nurty za jedyną słuszną drogę a reszta to przysłowiowe "chuje".

    OdpowiedzUsuń
  14. Sam przyznaj, było wtedy baaardzo dużo ludzi "zaślepionych" swymi ideami.

    OdpowiedzUsuń
  15. Moda na hard core'a pod koniec lat 80. i później była "politycznie poprawna", zaś punk był zwykłym obciachem. Hard Core był pozytywny, straight edge'owski i ekologiczny. Punk natomiast nihilistyczny, no future'owski i butaprenowy. Do tego stopnia, że kiedy bodajże w 1990 organizowałem koncert HC/Punx, na który chciałem zaprosić Sedes, Upside Down, Cymeon X i coś jeszcze, to kiedy Poznaniacy z CX dowiedzieli się o moim zamiarze goszczenia również punków z Sedesu kategorycznie zagrozili odmową zagrania na gigu. Ostatecznie nie dogadałem się z Sedesem dlatego Cymeon X mógł bezpiecznie, nie nękany przez nikogo, przyjechać i dać czadu! Nawiasem pisząc w tamtym czasie miałem spore problemy ze znalezieniem zespołu punkowego na koncert. Takich zespołów wtedy prawie nie było... Nawet Karcer, z którym byłem wówczas w kontakcie wziął się za rzeźbienie w HC, choć Ferment pisał, iż to jest not typical hard core:-)

    Do tej pory żal jest mi bardzo zespołu Kolaboranci, który po nagraniu wspaniałej płyty "A może to ja", totalnie się wypalił. Moim zdaniem za sprawą zbyt mocnego zachłyśnięcia się rytmami zza Oceanu - NoMeansNo, Fugazi, MDC czy Victims Family... No cóż ale nikt przecież nie może zabronić zespołom rozwijania się poprzez szukanie nowych inspiracji muzycznych.

    Fakir pisał, że znamiennym jest, że punkowi weterani do tej pory grają, wydają płyty i są aktywni. Natomiast nasze punk-starocie nie wytrzymywały próby wcielenia w kamasze LWP, co dość często skutkowało rozpadami kapel. To prawda, ale właśnie na tym przykładzie widać jak bardzo łatwiej było być punkiem na Zachodzie aniżeli w Polsce Czasów Ludowych...
    Pozdrawiam!
    m

    OdpowiedzUsuń
  16. Ci zagraniczni weterani którzy wciąż grają to albo powrócili na scenę po wielu latach przerwy, albo po prostu są to zespoły składające się z jednego oryginalnego "weterana" (na ogół wokalisty), który otacza się co rusz innymi muzykami, często mogącymi być jego dziećmi. Oczywiście są wyjatki, ale na tzw zachodzie Europy gdzie nie było przymusowego wojska kapele tez po kilku latach grania przestawały istnieć. Nie wiem czy wojsko było takim traumatycznym przeżyciem, bo mnie się udało od niego wyłgać, ale to nie o wojsko chyba chodzi - po prostu z czasem pojawiają się inne zajęcia i obowiazki, rodzina, dzieci, ludzie rozjeżdzają się po świecie bo żyć trzeba z czegoś, a z grania punkrocka trudno wyżyć a i nie oto przeciez w punku chodzi, żeby zarabiać na nim pieniądze, bo to byłoby zaprzeczenie idei punkroka. Nie każdemu życie się tak układa, że moze sobie pozwolić na granie przez 20 czy 30 lat non stop - nawet w UK czy USA. I nie ma w tym żadnej zdrady ideałów ani braku "punkowego ducha" - schowanie papy i gitary w pawlaczu nie oznacza automatycznie przejścia na drugą stronę barykady i stania się trybikiem systemu, z którym sie walczyło przy pomocy muzyki i kamieni.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pełna zgoda - ci "weterani" często byli i są sztukowani młodymi adeptami sztuki punkowej.
    Rozpad starych kapel punk rockowych w latach 80. nie był powodowany tylko i wyłącznie wypełnieniem obowiązku pójścia w kamasze do LWP. To był rzecz jasna tylko jeden z powodów, o którym wspomniał Fakir.
    Życie pisze każdemu najbardziej nieoczekiwane scenariusze...
    Pozdr
    m

    OdpowiedzUsuń
  18. Na zachodzie był i jest taki socjal, że kapele mogły się skupić na samym graniu. W Polandzie po 89 skończyły się akcje typu zamiatanie ulic w spółdzielni studenckiej. Do pracy poszli nawet Dezerterzy, a przecież grali często i gęsto. Mimo to, nie byli w stanie się utrzymać z grania. A poza tym, co z tego, że wiele zagranicznych kapel przetrwało, skoro dziś nie mają nic do powiedzenia i są już tylko nazwą?

    OdpowiedzUsuń
  19. Anonimowy - ten koncert to musiał być najwcześniej w 92, wtedy się reaktywował Sedes. I nie wiem jakim cudem w 92r nie mogłeś znaleźć w Polsce punkowych kapel. Przecież wtedy właśnie był ich największy wysyp.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozbawiłeś mnie do łez. Zawsze myślałem, że apogeum punka w Polsce to rok 1984, od tamtej pory mogliśmy obserwować tylko falę odpływu...
    Wymień mi 30 kapel punkowych działających w Polsce w 1992. Jak na "największy wysyp" powinno Ci to przyjść bez najmniejszego trudu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Udało mi się sprawdzić, koncert o którym pisałem miał miejsce dokładnie 12.12.1992.

    OdpowiedzUsuń
  22. Po 1990 to był wysyp gówna które ktoś kiedyś określił mianem punko-polo. Jakieś Smary, Nauki o Gównie, reaktywowane Sedesy itp wynalazki których przekaz sprowadzał się do przeklinania i rzucania mięsem, ku radości 13-letnich "panków"

    OdpowiedzUsuń
  23. Myślę ze Smar SW miało bardzo dobry przekaz a ich muza ewoluowała.Do panko polo było im daleko.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ale beka jest .

    OdpowiedzUsuń
  25. Prawdziwy pank skończył się z końcem lat osiemdziesiątych.
    Kapele które grały w Jarocinie takie jak Okupacja81 nie
    mogłyby istnieć po 89 roku. W latach dziewięćdziesiątych
    zaczynała się komercjalizacja sztuki. Muzyka zaczęła stawać się
    przedmiotem handlu, a proces twórczy został podporządkowany
    osiągnięciu zysku. Muzyka dostosowała się do potrzeb odbiorcy.
    Odbiorcy który stał się "KLIENTEM". Odbyło się to często
    kosztem artystycznej niezależności. Dziś po panku lat osiemdziesiątych
    zostały tylko sentymentalne wspomnienia. Niema już młodzieńczego bunty
    przeciwko w chorej rzeczywistości tamtego okresu, a dzisiejszy Jarocin
    smakuje jak odgrzewany kotlet.

    OdpowiedzUsuń